Ja jestem cicha noc

W strugach deszczu...

Kompania postanowiła w końcu przesłuchać z lekka już podśmiardujące truchło Barneya, nim znajdzie kryjówkę. Przynajmniej deszcz przestał siec.

Pięćsetletni mężczyzna, mimo śmierci, nie powiedział bohaterom więcej, niż za życia po przywołaniu przez nekromantyczny rytuał Neitha Sorna.

Jakby dla większego zabawienia się z psyche i żołądkami bohaterów, po mglistych odpowiedziach Barneya, na jego ciele usiadł kruk, który z lubością przebił się dziobem przez ciało trupa, wywołując gejzer krwi, w którym zniknęli. Po chwili jedynym dowodem na to, że zdarzenie to miało miejsce były ślady posoki na ubraniach zebranych.

Jakby tego było mało, Rogaty Herold doznał najwidoczniej przeżyć dalece bardziej traumatycznych, w wyniku których elegancko padł na twarz w błocko, nieprzytomny.

Jak zwykle pomocny i pełen empatii Nazar zaopiekował się nim, zarzucając go sobie na bary z delikatnością godną wora kartofli. Najwidoczniej metody wesołego wojaka były skuteczne, jako iż nekromanta po chwili odzyskał przytomność. Można spekulować, czy miało to związek z ostrym bólem żeber gwałtownie zaprzyjaźnionych z mithrilowym naramiennikiem Nazara, gdy ten poprawiał sobie Neitha na plecach. Wszak nikt nie lubi rogów wpijających się w potylicę.

Co ciekawe, śliczna a wredna pixie o wdzięcznym imieniu Zazdrości po pamiętnej konwersacji z trupem przeobraziła się w ohydne, groteskowe babsko o czarnosinej skórze i demonicznym spojrzeniu – nocną wiedźmę.

Jak nietrudno się domyślić, drużyna była zachwycona.

Po wspomaganym obnażonymi ostrzami kazaniu o zaufaniu i szczerości w drużynie, którego mógłby zazdrościć niejeden paladyn, a które wygłosił Nazar, Zazdrość wytłumaczyła dość ciekawą rzecz.

Otóż, wspomniana kobieta nie była żądną bohaterskiej krwi jędzą, która przybrała postać słodkiej leśnej istotki.

Zazdrość była istotą pozbawioną własnego kształtu, wcielającą się w różne istoty, bez formy, którą mogłaby nazwać prawdziwą, co udowodniła, zmieniając się w pancerne, rogate bydlę znane jako nosorożec.

Nie minęło pięć minut, a drużyna znów była zgodna i zgrana (Ta, kurwa, marzenie ściętej głowy. – przyp. Nazar).

By nie zrobiło się zbyt miło, deszcz znów zaczął lać, ku uciesze drużyny.

Podróż w strugach zimnej ulewy dłużyła się, umilana imponującym zasobem i inwencją przekleństw Nazara. W końcu Parszywa Szóstka dotarła do niewielkiego brzozowego zagajnika nad jeziorkiem, o rzut beretem od ludzkiej osady.

Członkowie drużyny do niewyróżniających się z otoczenia nie należeli, więc zagajnik musiał wystarczyć im za nocleg.

Zazdrość, która ponownie przemieniła się, tym razem w zwiewną i piękną postać elfki z motylimi skrzydłami, miała inne zdanie na ten temat.

Poparta przez Nazara (zadziwiające, jak szybko człowiek ten mógł zmieniać swoje nastawienie do innych) zaproponowała niewielką ekspedycję mniej wyróżniających się – i jej samej – do wioski w celu wybadania nastawienia jej mieszkańców…

View
Początki...

- Szanowni panowie, nadobne panie. Zapewne wiecie o tym, co miesiąc temu ogłosili astrolodzy z Waterdeep? Ha! Założę się że częśc z Was mogła przekonać się o tym sama. O czym mówię? Dzień się nam skraca, miast wydłużać. Według obliczeń za rok nie zostanie z dnia nic i nad Faerunem zawisną wieczne ciemności. Że co? Elminster nas ocali? No, pan raczy żartować. Elminster i cała zgraja przemądrzałych magów nie są w stanie zrobić nic.
Ale za to co zrobili dotąd, musimy być im wdzięczni. Co zrobili? Użyli swoich czarów, zaklęć, rytuałów, cholera wie czego i niezgłębionej studni mądrości swych bóstw otrzymali dla śmiertelnych tylko jedno przesłanie dotyczące tych wydarzeń. “Znajdź wolumin nocy i dnia” – to powtarzały w spazmach wijąc się wioskowe wróżki w swych szałasach i elfie maginie w kryształowych pałacach. To samo usłyszał we śnie Elminster. To i nic więcej. Bo trzeba Wam jeszcze wiedzieć że bogowie przestają się do nas odzywać! Te wielkie wszechmocne byty nagle stanęły bezradne wobec niewiadomego zagrożenia. Chyba że coś ich od nas … odcięło. A raczej odcina, bo wyznawcy Lathandera, Bane’a, Tymory i paru innych bogów cieszą się jeszcze ich łaskami. Lecz na nich też spadnie klęska, to również zostało przewidziane.
Wracając do rzeczy – Wolumin nocy i dnia. Jest taki. W bibliotece Candlekeep. Jednak gdy magowie do niego zajrzeli, nie znaleźli nic, co byłoby jasną wskazówką. Same szyfry! Udało im się odczytać jeden z nich. Co mówił? Najlepsze pierogi owocowe sprzedaje Barney w Daggerford. Głupota, co nie? Tak też pomyśleli magowie. Dopóki się nie okazało, że Barney z Daggerford jest nieśmiertelny, a konkretnie są ślady jego obecności w różnych miastach na przestrzeni pięciuset lat. To magów zaniepokoiło. Tak bardzo, że postanowili dobrze ukryć Wolumin Nocy i Dnia. Ale Barney już zadbał o niego sam. Oto Wolumin nocy i dnia. Losy Faerunu albo klucz do wielkiej potęgi tkwi w Waszych rękach. A pierwsza wskazówka jest zakopana. W ziemi, pod mostem i pod wodą. Tam gdzie starli się Okrutny z Występnym kilka lat temu. Dlatego nie zdziwcie się jeśli Występny nie zamilknie.

Karczma “Myśliwska” w Daggerford. Brudna, obskurna nora, w której grupa indywiduów z całego Faerunu zebrała się późnym popołudniem, wezwana listami od tajemniczego “A”, by porozmawiać z samym Barneyem.

Kim oni byli?

  • Content Not Found: 3185, elf, władny zarówno niesamowitym mieczem, jak i magią;
  • Uzjel, młody, tajemniczy chłopak z wielkim mieczem, którego z całą sprawą wiąże zapewne więcej, niż chce powiezieć… lub sam wie;
  • Danark, jego orczy towarzysz o niezbitym spokoju, niespotykanym jak na tę rasę;
  • Neith Sorn, nekromanta, będący jednym z Rogatych Heroldow samego Myrkula;
  • Nazar z Mulmaster, potężny mężczyzna uzbrojony od stóp do głów, o nieprzyjemnym charakterze i jeszcze mniej przyjemnej gębie.

Pięćsetletni mężczyzna przekazał w ich ręce Wolumin Nocy i Dnia. Gdy tylko wyszedł z karczmy, spotkał go koniec z rąk, a raczej paszczy demonicznego psa, który w chwilę później zniknął w strugach deszczu. Mimo starań Uzjela, mężczyzny nie dało się uratować. Najwyraźniej przedśmiertny krzyk samego Barneya zaalarmował strażników.

Danark znalazł przy ciele Barneya fiolkę niebieskiej substancji. Uzjel zaopiekował się Woluminem.

Nowo uformowana drużyna była zmuszona uciekać, w czym wydatnie pomógł Nazar, przywołując z powietrza rącze rumaki, na grzbietach których umknęli wszyscy prócz Uzjela i Danarka – ci wykazali się niezwykłą kondycją i krzepą, uciekając na własnych nogach nie wolniej od swych konnych towarzyszy. Ciało Barneya drużyna zabrała ze sobą, planując przesłuchanie jego ducha dzięki mocy Neitha Sorna.

Nocą, na gościńcu do Waterdeep przywołane przez Nazara mgliste konie rozpłynęły się. Wtedy drużyna zorientowała się, że jest z nimi jeszcze jedna osoba, podążająca za nimi aż od karczmy.

Opatulona w cemnozielony płaszcz postać okazała się być wyjątkowo piękną, niepokojącą pixie, która przedstawiła się jako Zazdrość. Twierdziła, że została przysłana od niejakiego Abrazhigala, do którego ma zostać dostarczona księga. Jako, że pixie nie wykazywała złych zamiarów – poza ciętym języczkiem – a jej pracodawca zapewne był tym samym tajemniczym “A”, który wysłał listy do awanturników, Zazdrość została przyjęta do drużyny.

Kompania udała się następnie na poszukiwanie jaskini, w której mogłaby spędzić deszczową noc i spokojnie przesłuchać trupa Barneya z Daggerford…

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.